Wywiad dla Motocainy - Rozmaitości - Off-fear

Przejdź do treści

Menu główne:

Wywiad dla Motocainy

Opublikowany przez w o Off-fear ·

Motocaina, portal motoryzacyjny opublikował w kwietniu 2015 wywiad z nami. Oto jesto treść.

Jak wyglądały Twoje początki jazdy w terenie i jakie życiowe drogi zaprowadziły Cię w błoto?

Kiedyś w ogóle nie interesowałam się motoryzacją. Prawo jazdy zrobiłam mając 17 lat, ale później nie jeździłam autem. Zaczęłam prowadzić bardzo późno, byłam już po trzydziestce. Po kilku latach miałam wypadek, dość widowiskowy – czołowe zderzenie w górach, strata całkowita… Szukając nowego auta po tych doświadczeniach, chciałam mieć po prostu coś mocniejszego i bezpieczniejszego. Terenówki zawsze mi się podobały z tym, że nie te „pseudoterenowe”, nowoczesne auta, ale toporne kanciaki (śmiech). Kupując terenówkę, nie wiedziałam nic o jej szczególnych możliwościach i dopiero po kilku miesiącach zauważyłam, że są szkolenia z jazdy takimi samochodami. A gdy spędziłam trochę czasu w rzece, trochę w bagnie -  zakochałam się w tym sporcie! Mniej ważny staje się czas przejazdu, nawet osiągnięcie celu nie jest najistotniejsze. Cała radość polega na pchaniu się samochodem tam, gdzie nie powinno go być, ale należy to robić z głową.

Założyłaś szkołę 4x4 wyłącznie dla kobiet, czy to wynik tego, że sama nie czułaś się dobrze poznając tajniki jazdy off-road w męskim gronie?

Od początku byłam zachwycona środowiskiem off-road, spotykałam się tam z wieloma wyrazami sympatii. Przede wszystkim po raz pierwszy miałam do czynienia z mężczyznami, żywotnie zainteresowanymi motoryzacją, którzy nie traktowali mnie jak przysłowiowej, nieporadnej blondynki. Było to bardzo dziwne, ponieważ wcześniej spotkałam się wielokrotnie z całkiem odmiennymi sytuacjami, często zabawnymi.

Odpowiadając na pytanie - czułam się bardzo dobrze, poznając tajniki off-road w męskim gronie. Po jakimś czasie zaczęło mi jednak brakować kobiecego towarzystwa. Dziewczyny często są pilotkami, ale bardzo rzadko kierowcami. O samochodach, o trudach poszczególnych odcinków z perspektywy kierowcy mogłam porozmawiać tylko z mężczyznami. Od bardzo dawana marzył mi się rajd jedynie dla kobiet. Są wprawdzie imprezy organizowane dla pań z okazji 8 marca, ale w praktyce załogi czysto kobiece należą do rzadkości.
Decyzja o szkole dla kobiet miała jednak jeszcze inne powody. W moim otoczeniu mniej więcej 8 na 10 kobiet ma prawo jazdy. Z tych 8 tylko 4 są aktywnymi kierowcami. Do rzadkości należą kobiety, które w każdej chwili mogą wsiąść do dowolnego samochodu i po prostu pojechać. Na własnym przykładzie zauważyłam, że przygody terenowe w bardzo krótkim czasie niesamowicie podniosły moje umiejętności. Dzień w terenie potrafi nauczyć więcej niż rok na asfalcie! Nie podobają mi się również stereotypy dotyczące kobiet za kierownicą i chcę wpływać na ich zmianę.




I udało Ci się zorganizować rajd tylko dla kobiet?

Rajd tylko dla kobiet? Ciągle w sferze planów i marzeń, ale jestem coraz bliżej (śmiech). Kobiet jeżdżących w terenie jest wciąż za mało. Przystąpiłam więc ochoczo do zwiększania ich liczebności, poprzez prowadzenie szkoleń, ale również opowiadanie, zachęcanie i pokazywanie kobietom, że motoryzacja (zarówno ta w wydaniu off-road jak i inna) jest dla nich! Kobiety za kierownicą są inne, nie gorsze, zwyczajnie inne. Nie wszystkie czują się dobrze w męskim świecie i jest to dla mnie zrozumiałe.

Jak wyglądały początki działalności szkoły?


Szkoła istnieje od niedawna, ale prężnie się rozwija. W materiałach informacyjnych pojawia się idea przewodnia: „Z pasji do przekraczania granic”. Chyba z tej właśnie pasji start nastąpił w okresie niesprzyjającym tego rodzaju działaniom, w listopadzie zeszłego roku. Moim partnerem w prowadzeniu Off-fear na początku był Krzysztof Presz, właściciel  task4x4. Obecnie nadal współpracujemy i pomagamy sobie, gdy jest taka potrzeba. Na wstępie uznałam, że połączenie mojego doświadczenia jako trenera biznesu, kobiecego punktu widzenia z wieloletnim doświadczeniem Krzysztofa w prowadzaniu szkoły off-roadowej - pozwoli na stworzenie czegoś wyjątkowego. Profesjonalnej przestrzeni dla kobiet, w której będą czuły się dobrze i swobodnie, dzięki czemu nauka i pokonywanie własnych słabości stanie się przyjemnością i przygodą. A początki działalności były dość zabawne. Przeprowadziliśmy jedno szkolenie dla kobiet, a na drugie zgłosiło nam się czterech facetów.


Jakie zrobiliście postępy do dnia dzisiejszego?

Po powołaniu do życia projektu Off-Fear musieliśmy wypracować nowe podejście, nieco inne od tego, z jakim od lat mieliśmy do czynienia w męskim, bardzo technicznym świecie. Trzeba było wiele rzeczy przeformułować, np. sposób tłumaczenia zawiłych, technicznych praw i zasad, przykładowo takich, jak działanie dyferencjałów i ich wpływ na możliwości auta. Zmieniliśmy również dobór przeszkód, szczególnie gdy pracujemy z kursantkami, które chcą pokonać swoje obawy. Forma zajęć znacznie różni się od tego, co od lat znamy z typowych szkoleń off-road. Efekty musimy osiągać na dwóch poziomach: w budowaniu umiejętności technicznych i dostarczeniu doświadczenia, inspirującego do dalszych zmian. Od początku projektu sporo uwagi poświęcaliśmy temu, jak budować przekaz i jak zadbać o sferę emocjonalną naszych kursantek. W rezultacie wiele naszych szkoleń jest rodzajem połączenia warsztatu rozwoju osobistego z nauką jazdy w trudnych technicznie warunkach. Jako szkoła robimy postępy z każdym wyjazdem w teren, coraz lepiej poznajemy potrzeby, problemy i opory kobiet. A to jest najważniejsze! Z dotychczas przeprowadzonych szkoleń mamy tak miłe recenzje od uczestniczek, że sami nie możemy doczekać się kolejnych wyjazdów




Co Ci się najbardziej podoba w jeździe off-road?

Nie potrafię udzielić jednej odpowiedzi. Bardzo lubię dalsze i bliższe wyprawy. Zawsze lubiłam podróżować, ale nigdy nie ciągnęło mnie do biur podróży. Oglądanie (zgodnie z programem) przez 15 minut dzieła mistrza, a potem przez 10 minut góry cegieł, których niezwykłość polega na tym, że mają 500 lat? Nie! To nigdy do mnie nie przemawiało. W przeciwieństwie do podróży polegającej na byciu tu i teraz, doświadczaniu tego, co się wydarza, spotykaniu ludzi i odkrywaniu miejsc, o których nie piszą w przewodnikach... To, co nosi nazwę wyprawy 4x4, ma właśnie taki wymiar. Krótkie wycieczki są sympatyczne, ale dopiero trudniejsze i dłuższe wyjazdy mają w sobie magię.
Samo prowadzenie samochodu w nietypowych i trudnych warunkach również jest czymś niesamowitym. Z jednej strony stajemy się jednością z autem, takim niezwykłym połączeniem z maszyną, które pozwala na poruszanie się nią, jak własnym, sprawnym i silnym ciałem. Z drugiej strony trzeba trochę odpuścić kontrolę, poddać się prawom fizyki i mechaniki. Prawdziwa przyjemność, przynajmniej dla mnie, zaczyna się tam, gdzie kończy się walka z terenem i samochodem, a zaczyna pełna integracja. Oczywiście pociągają mnie też same emocje, nie ma co się oszukiwać, chemia organizmu jest nieubłagana. Po dawce adrenaliny następuje euforia!

Na takie dłuższe wypady wyruszasz sama, czy ze sprawdzoną ekipą?

Długa wyprawa to praca i przygoda zespołowa. Bez wsparcia drugiego samochodu, niektórych odcinków w ogóle nie da się przejechać, lub po prostu strach próbować. Najfajniej jeździ się w 3 do 5 samochodów. W takiej kolumnie obowiązują szczególne zasady, dzięki którym jazda jest łatwiejsza i bezpieczniejsza. Zdarzały nam się dość długie włóczęgi jednym samochodem. Wiele razy objeżdżaliśmy trudniejsze odcinki ubolewając nad tym, że nie ma z nami drugiego samochodu, który poratowałby w razie niepowodzenia.

Wyprawa wymaga także zgranej załogi. Zmęczenie i nerwy powodują, że między uczestnikami dochodzi do niesnasek. Od tego, jak sobie z nimi poradzimy, wiele zależy. W rezultacie po kilkudniowej, wspólnej wyprawie osoby z drugiego samochodu mogą stać się nam o wiele bliższe, niż wieloletni znajomi. Może być też tak, że uczestników podzieli głęboka antypatia. Dobre towarzystwo w podróży jest ważniejsze, niż dobrze przygotowany samochód.

Czy pod Warszawą jest gdzie legalnie jeździć i trenować?


Jest kilka miejsc, ścieżek, dróżek. Off-road nie ma najlepszej opinii i choć trochę się to zmienia, to jednak ciągle zdarzają się osoby, które dorwawszy się do samochodu terenowego, nabierają irracjonalnego poczucia mocy i możliwości. Wjeżdżają w las poza drogą, co samochód wytrzyma, ale runo leśne i młode drzewa, już nie. Niestety, zdarza się też, że ktoś wjeżdża w cudze uprawy. Karygodne!

To się tyczy raczej mężczyzn i ich testosteronu?


W off-roadzie jeżdżą głównie mężczyźni, więc można doszukiwać się przyczyn w męskim testosteronie. Tylko że to jest naciągane, nieprawdziwe, dopóki nie ma porównania.




Czy "twarda" pasja dodaje kobiecie siły i pewności siebie?

Przede wszystkim nie postrzegam off-roadu, jako jakiejś niezwykle "twardej" pasji. Jest strach, jest adrenalina, ale to nie jest sport dla wybranych, wyjątkowo odważnych. Jest niemal dla każdego i każdej. Myślę oczywiście o off-roadzie amatorskim. Jednocześnie każda pasja, hobby, robienie czegoś dla siebie, doświadczanie nowych rzeczy - dodaje siły i pewności siebie. Dlaczego? Pokonanie trudnego odcinka, wymyślenie rozwiązania w niecodziennej sytuacji i wiele innych wydarzeń, w których uczestniczymy czynnie, powoduje, że nabieramy pewności siebie. Ważne jest, aby robić tego typu rzeczy dla siebie, a nie z myślą o tym, kto mnie zobaczy, jak oceni, może będzie podziwiał, a może pukał się w głowę myśląc: „idź, babo, lepiej zajmij się szydełkowaniem”. Choć ja lubię szydełkować. Próby sprostania oczekiwaniom otoczenia, bycie idealną panią domu, podobanie się komuś, spełnianie oczekiwań - jest z góry skazane na niepowodzenie. Zawsze znajdzie się ktoś, kto nas skrytykuje lub będzie chciał, abyśmy były inne.

Czy jazda off-road to też szkoła charakteru, radzenia sobie z przeciwnościami losu, stresem? Czasem można się znaleźć w sytuacji bez wyjścia?

Kuźnia charakteru - taką nazwę nadaliśmy jednej z imprez, która odbędzie się w czerwcu. Stanowczo tak! Off-road jest szkołą charakteru i to w wielu aspektach. Jest zmęczenie, niepowodzenia, strach, adrenalina. Wszystko co trzeba, aby wyszły z nas te lepsze i gorsze cechy charakteru. Z drugiej strony jest też poczucie sprawczości. Kobiety, które do nas przychodzą, często nie miały nigdy wcześniej do czynienia z off-roadem, a nawet więcej - w ogóle boją się prowadzić auto, więc ich celem jest przełamanie obaw. To się udaje. Same nie mogą się nadziwić i nacieszyć tym, co zrobiły, gdzie wjechały, jak sobie poradziły. Wracają zmęczone, ale też bardzo zadowolone. Rośnie ich pewność siebie, poczucie własnej wartości. Z bagażem takich doświadczeń łatwiej jest w innych sytuacjach, niekoniecznie drogowych, powiedzieć sobie: dam radę!
O Babskich Szkoleniach 4x4, cyklicznej imprezie - piszę często: "połączenie warsztatu rozwoju osobistego i nauki prowadzenia samochodu w trudnych, nietypowych warunkach". Pojawiają się też odnośniki do wychodzenia ze strefy komfortu, przekraczania granic itp.

Jak wygląda takie szkolenie? Najpierw trochę teorii, potem małe ćwiczenia, a na koniec większa trasa? Czy nauczyciel siedzi z kobietą w aucie?

Niezupełnie. Wcześniej jest badanie potrzeb, doświadczeń itp. Gdy rozpoczyna się szkolenie, najpierw mówimy o zasadach bezpieczeństwa i różnicach między autami osobowymi i terenowymi. Potem jest prosta trasa, przerwa na herbatkę z termosu i rozmawiamy o emocjach za kierownicą, o strachu, adrenalinie, biologii i psychologii, potem jedziemy dalej. Cały czas, w każdym samochodzie jest instruktor. Zwraca uwagę na technikę jazdy, pomaga nabrać dobrych nawyków przed terenem. Gdy dojeżdżamy do prawdziwego terenu, to jest czas na więcej teorii, zaawansowanej fizyki i mechaniki. Pokonujemy pierwsze przeszkody, górki, dołki, wodę, nierówności. Robimy przerwę na ognisko lub ciepłą garkuchnię. To również czas na zapoznanie się z tzw. szpejem, czyli tym wszystkim, co w terenie pomaga nam wydostać się z trudnych sytuacji. Znów wsiadamy do aut i pokonujemy trudniejsze przeszkody i w praktyce pokazujemy, jak się wyciąga unieruchomione czy zakopane auta, jak pracuje się mocą i wagą samochodu. Sporo tego jest. To, jakie konkretnie przeszkody będą pokonywane zależy od poziomu grupy lub gotowości osoby, jej zaawansowania oraz postępów jakie robi. Staramy się, aby przeszkody były adekwatne do możliwości. Na wszystko jest czas, bo nie ma sensu od razu próbować wszystkiego.




Zdarzyło Ci się samej znaleźć w sytuacji bez wyjścia? Jak sobie poradziłaś?

Zadałaś mi trudne pytanie, ale… chyba znam już odpowiedź. Nie ma dla mnie czegoś takiego, jak sytuacja bez wyjścia, są jedynie sytuacje, które wymagają więcej czasu, wysiłku, kombinowania. Nie jest źle mieć trochę wiedzy z zakresu fizyki i mechaniki oraz zachować spokój.

Nigdy nie byłam sama na, aż takim odludziu, by nie dało się dojść do cywilizacji i przeżyć. Wyobrażam sobie, że mogłaby to być Sahara albo stepy w głębokiej Azji.

Jak to wygląda proporcjonalnie – na 100% kobiet to ile jest takich, co chcą przełamać strach przed jazdą za kierownicą, a ile takich, co jeżdżą bardzo dobrze, a szukają nowych wyzwań?

Nie potrafię odpowiedzieć. Sądzę, że kobiet chcących przełamać strach jest znacznie więcej, kłopot w tym, że nie potrafią zrobić pierwszego kroku. A kobiety uważające się za dobrych kierowców, często jeżdżą po prostu agresywnie, po męsku. Po co? Jazda ma być przyjemnością, a jeśli wyzwaniem - to dla siebie samej. Nie może to być niekończącą się próbą udowodnienia czegoś otoczeniu, ciągłą walką o życie.

Zgłaszają się do nas kobiety, które dobrze czują się za kierownicą, ale np. chcą doświadczyć mocniejszych wrażeń; chcą spróbować, jak poradzą sobie w trudnych warunkach i zrobić to w babskiej, przyjaznej atmosferze; dobrze jeżdżą, ale myśl o wpadnięciu w poślizg jest dla nich stresująca lub chcą nauczyć się precyzyjniej prowadzić (czyli problemy z parkowaniem w zatłoczonym mieście). Są też żony, siostry i matki off-roaderów, gdyż panowie kupują im w prezencie vouchery na udział w naszych szkoleniach. W ogóle rola mężów i partnerów jest większa, niż przypuszczałam na początku - zachęcają, namawiają, trzymają kciuki.


Link do tekstu na portalu.




Brak komentarzy

Copyright 2015. All rights reserved.
Wróć do spisu treści | Wróć do menu głównego