pierdołowaci - Rozmaitości - Off-fear

Przejdź do treści

Menu główne:

O zaradności we współczesności

Opublikowany przez w mechanika ·
Tags: akumulatorpłonącysamochódawarianadrodzeassistancepierdołowacikierowcy
Wspomnienie tego wydarzenia nasunęło mi się po przeczytaniu wpisu kolegi na Facebooku. Miał kłopot z rozładowanym akumulatorem. I porada – wezwij Assistance.  

To chyba było z rok temu, może dawniej. Wracałam z konferencji. Garsonka, szpilki, pełen makijaż, czyli adekwatnie do sytuacji. Wracałam oczywiście moim Rockym mordercą. Trafiłam na znaki objazdu na bocznej trasie powrotnej, było ciemno, trochę mżyło, ale gdy masz samochód terenowy, nie zwalniasz panicznie na wybojach. Jedziesz i już. Po kolejnym podskoku wszystkie światełka w aucie rozbłysły i zniknął prąd. Wytraciłam prędkość, zjeżdżając na brzeg łąki i zobaczyłam, że dymi się spod maski. Prąd! Odciąć prąd!
Niestety, moje wieloletnie zaniedbanie. Maskę mogę otworzyć tylko dwuosobowo, jeden odciąga, drugi podnosi, a ja byłam sama. Las z jednej, pole z drugiej, ale objazd, a więc ruch wcale niemały. Zaczęłam machać na pierwszy lepszy samochód. Jakie było moje zdziwienie, że się nie zatrzymał, i kolejny też nie. Czyżbym przez moje 160cm (miałam obcasy) wyglądała na postać grożącą śmiercią lub kalectwem? Kopciło się coraz bardziej, a drogą wąska, więc skoro nie chcą po dobroci, trzeba siłą. Następny samochód zatrzymałam, po prostu stając przed jego maską.
Powoli opuściła się elektryczna szyba.
- Dzień dobry, czy może mi pan pomóc? Potrzebuję tylko podnieść maskę, a nie mogę tego zrobić sama.
Napotkałam niepewny i lekko wystraszony wzrok mężczyzny po trzydziestce. Nasze samochody stały równolegle, a ja między nimi. Czyli to co widział, to ja i moje dymiące się auto.
- To może ja zadzwonię po Assistance?
Zamurowało mnie tylko na ułamek sekundy.
- Panie, samochód pali się teraz, a nie za godzinę. Niech pan mi podniesie maskę, nic więcej nie chcę.
- Dobrze.
Myślałam, że wysiądzie z auta. Ale nie, no skąd, bezpieczeństwo przede wszystkim. Ruszył aby zaparkować dalej na poboczu i nie blokować innym przejazdu, a może bał się, że auto wybuchnie jak na amerykańskich filmach? A Rocky się jara. Pomyślałam, „Boże, jaka pierdoła, i wyrazy współczucia dla małżonki". Zaczęłam biegać między tym czymś w kabinie, co zwalnia maskę (nie wiem, czy to ma jakąś fachową nazwę), a przodem auta. I zanim Pierdoła powróciła, udało mi się ją jednak otworzyć.
Sprawa natychmiast się wyjaśniła. Metalowy element obejmy akumulatora pękł i jego część na wyboju przesunęła się na klemę. Dymiły rozżarzone elementy. Pobiegłam do bagażnika i chwyciłam coś, aby tym przesunąć obejmę. Z tego pośpiechu nie zauważyłam, że moja Pierdoła jednak nie dała nogi, tylko stoi jakieś 2-3 metry przed otwartą maską i wychyla się w jej kierunku. Zlekceważyłam go i odciągnęłam metalowy element. A z tyłu słyszę:
- Ma pani gaśnicę?
- Tak, mam nawet dwie. A pan ma klucz 10? - Klema z minusem pękła, kable się osmaliły. Na szczęście miałam zapasową klemę, ale jak pech, to pech. Dzień wcześniej pożyczyłam zestaw kluczy sąsiadce i zapomniałam go potem odebrać.
- Ja nie mam narzędzi, ale mogę zadzwonić do serwisu, jeśli zna pani numer telefonu.
Ręce i piersi opadają.
- Nie, dziękuję za pomoc. Może pan już jechać. - Uznałam, że tak będzie lepiej dla nas obydwojga.
Po gruntownym przeszukaniu zasobów auta zgromadziłam: izolację, klucz jednorazowy do montażu mebli Ikea, jakieś marne pięciocentymetrowe obcążki we wszystkomającym scyzoryku, no i klemę.
Na wszelki wypadek upewniłam się telefonicznie u znajomego mechanika, czy jeśli ja to wszystko ponownie zmontuję i odpalę, to nie wybuchnie. Był na hucznej imprezie ale uznałam, że mimo wszystko zrozumiał, o co pytam, logika też nie wskazywała na większe niebezpieczeństwa, więc zajęłam się odkręcaniem, przegryzaniem upalonych kabli, i takimi tam pracami.  
Na tych szpilkach, z łbem pod maską, telefonem (źródło światła) w zębach, przy posiadanym sprzęcie zajęło mi to około godziny. W międzyczasie minęło mnie z 15 samochodów. Najwyraźniej wyglądałam na eksperta, który nie potrzebuje pomocy. Gdy już prawie kończyłam, nadbiegła dziewczyna. Sądząc po stroju, uprawiała jogging. Na oko dwudziestokilkuletnia, drobniutka i najwyraźniej niezbyt bojaźliwa. Zagadnęła:
- Ja się nie znam na samochodach, ale jeśli Pani wie, co robi, to ja mogę pomóc. Tylko proszę mi powiedzieć, co mam zrobić.
Podziękowałam za pomoc, już byłam w trakcie przyklejania wszystkiego co niedokręcone izolacją do reszty samochodu. Sympatyczna biegaczka powiedziała, że niedaleko zawsze stoi dużo samochodów, więc być może mieszka tam mechanik. I jeśli nie uda się dopalić auta, zaprowadzi mnie tam.
Rocky odpalił, pożegnałyśmy się, dwie małe blondynki w środku niczego i każda ruszyła w swoją drogę.
Wnioski? Ech, niech każdy wyciągnie dla siebie.  

To zdjęcie zrobiłam drugiego dnia, gdy było już jasno.





Copyright 2015. All rights reserved.
Wróć do spisu treści | Wróć do menu głównego